Poranne sobotnie spacery z Potomkiem w stronę Parku Krakowskiego stają się powoli naszą tradycją. Rano zjadamy tylko "małe co nieco" na zaostrzenie apetytu i ruszamy łasuchować na stoiskach Targu w poszukiwaniu śniadaniowych dobroci.
Dla mnie obowiązkowo kawa (dziś latte z Espresso Bike), dla P. sok ( dar sadu - dziś jabłkowo-truskawkowy - mniam), obowiązkowo również jogurt, kefir i pierogi - reszta....wg. fantazji. Dzisiaj
Local Pizza & En Plato - pizza z mobilnego pieca - Piadina z szynka parmeńską i ostrym salami (chciał Potomek - to dostał, potem potrzebował baaaaaardzo dużo soku;), a do tego truskawkowe tiramisu (nie zdążyłam sfotografować - zniknęło w mgnieniu oka), poza tym "mini słodycz" i jagodzianka jak od babci.
Dodatkowo dopchał się Potomek oscypkiem z grilla, a ja obkupiłam się w baklavę w Otomańskiej Pokusie (nie umiałam się zdecydować na konkretny smak więc wzięłam wszystkiego po trochu - tylko jeden smak mi nie odpowiadał - hmmm cóż z tego, kiedy nie zapamiętałam co to był za smak - w przyszłym tygodniu będzie trzeba powtórzyć zakupy;)
Posiedzieliśmy, posłuchaliśmy muzyki, zjedliśmy, pobawiliśmy się i.......ruszyliśmy pooglądać co tam dają w otwartej dzisiaj Massolit Bakery&Cafe.
Mijamy to miejsce w drodze do i ze szkoły Potomka i wiele sobie obiecywaliśmy....myślę, że po pierwszych zakupach chociaż część obietnic się spełniła - przepyszne Brownie i ciastka owsiane, zapowiedź pysznych zup i sałatek i bajgle wyglądające jak wprost idealne na drugie śniadanie - miejsce to jeszcze nie raz na pewno zagości na tym blogu.
Ciąg dalszy upłynął nam na małym szpiegostwie (podglądanie konkurencji) i Jarmarku świętojańskim (relacja tutaj)....uff intensywny dzień.
Teraz mamy czas zacząć jeść wszystko to, co zakupiliśmy rano.
Massolit Bakery&Cafe Smoleńsk 17, Kraków
Targ Śniadaniowy, sobota Park Krakowski, niedziela Nowa Huta - Park Ratuszowy, Kraków,
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Targ Śniadaniowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Targ Śniadaniowy. Pokaż wszystkie posty
sobota, 21 czerwca 2014
sobota, 7 czerwca 2014
Weekendowe spacery z Potomkiem
W weekendy szwendamy się z Potomkiem to tu, to tam - nazywamy to roboczo "aktywnym spędzaniem czasu" - rzeczywiście czasami towarzyszy nam rower, hulajnoga, rolki bądź piłka - częściej jednak aktywna część polega na energicznym spacerze w kierunku kina, kiedy czasu zostaje zbyt mało, bo w mijanym bistro była taaaaaaaka dobra lemoniada.
Ten weekend (choć dopiero w połowie) do wyjątkowych nie należał;) I tak:
Nadrobiłam niedofotografowanie Zdrowe Love:
Spróbowałam zjeść coś w ciszy i spokoju w NapNap Cafe, ale isę nie dało bo był pełny lokal - kocham to miejsce, ale kiedy jest rano raniutko i człowieka nni widu ni słychu - najlepiej jak pada:)
Ale sok świeżo wyciskany - tym razem z selerem - przepyszny. Tarta z marchewką - dla mnie za słona, ale nie znaczy, że nie dobra - ja nie solę w ogóle, więc jakikolwiek dodatek soli przechyla smak czegokolwiek w kierunku "zbyt" - za to ciasta....poezja:)
Nap Nap Cafe, Zwierzyniecka 4, Kraków
Pierwszy raz od naprawdę dawna trafiłam na barkę na Wiśle - Aquarius - nie powaliła mnie ta wizyta na kolana, choć odkryłam że Okocim Porter nie jest mi wstrętnym;)
Aqiarius Restauracja, Bulwary Wiślane, Kraków
A w sobotę....sobota to już rajd po atrakcjach: targ śniadaniowy klik, relaks pod fontannami na Placu Szczepańskim, lemoniada i kawa (mrożona, z mlekiem sojowym - można? można! robią takie cudo w Coffee Street klik
I odrobinę już zmęczeni poszliśmy z Potomkiem na wystawę kotów, by padnięci spożyć wiktuały zakupione o poranku. A Potomek poszedł oglądać Monster X Tour.
Jutro kolejny aktywny dzień - Czarownica w kinie i witaminkowe warsztaty w Bonie (relacja zapewne zaraz potem)
Ten weekend (choć dopiero w połowie) do wyjątkowych nie należał;) I tak:
Nadrobiłam niedofotografowanie Zdrowe Love:
![]() |
| Zdrowe Love - różowa kanapa |
![]() |
| ZL: siedziska-krzynki |
| Zdrowe Lowe Kolorowe |
| Kanapka z hummusem, jajkiem i kiełkami |
Ale sok świeżo wyciskany - tym razem z selerem - przepyszny. Tarta z marchewką - dla mnie za słona, ale nie znaczy, że nie dobra - ja nie solę w ogóle, więc jakikolwiek dodatek soli przechyla smak czegokolwiek w kierunku "zbyt" - za to ciasta....poezja:)
Nap Nap Cafe, Zwierzyniecka 4, Kraków
Pierwszy raz od naprawdę dawna trafiłam na barkę na Wiśle - Aquarius - nie powaliła mnie ta wizyta na kolana, choć odkryłam że Okocim Porter nie jest mi wstrętnym;)
Aqiarius Restauracja, Bulwary Wiślane, Kraków
I odrobinę już zmęczeni poszliśmy z Potomkiem na wystawę kotów, by padnięci spożyć wiktuały zakupione o poranku. A Potomek poszedł oglądać Monster X Tour.
Jutro kolejny aktywny dzień - Czarownica w kinie i witaminkowe warsztaty w Bonie (relacja zapewne zaraz potem)
Targ Śniadaniowy, Park Krakowski - podejście drugie (tym razem poranne)
Sobotni ranek – tym razem udało mi się dotrzeć na Targ
Śniadaniowy skoro świt prawie, bo już o 10.00;-) Szkoły nie ma, więc Potomek
przegłodzony odpowiednio, po śniadaniu zaostrzającym tylko apetyt, gnał do
źródła pokarmu jak…..no szybko gnał.
Napatrzyłam się w zeszłym tygodniu i dzisiaj
już wiedziałam czego chcemy: kawa, lody, maślanka, kefir, jogurt, i fasolki
(nie zdążyłam w czwartek na Placu na Stawach zaopatrzyć się na stoisku oliwki
etc.), Potomek zapragnął natomiast naleśników (ten to zawsze wynajdzie miejsce
z najdłuższą kolejką), soku (rewelacja!: „Dar sadu” – ja pokochałam jabłko z
burakiem i jabłko z selerem, syn mój – jabłko z rabarbarem: nie lubi on nowych
smaków, ale rabarbar nie wzbudził sprzeciwu więc – huraaa!!).
Po pierogi będę przychodziła najpewniej każdego tygodnia.
Dzisiaj wybrałam pierogi z kaszą jaglaną (poezja) i wiosenne (opcja ciasta z
mąki żytniej razowej) z ziemniakami, serem białym i koprem – duuuuuużą ilością
kopru.
Polubiłam Targ Śniadaniowy bardzo – przyjemna przestrzeń
Parku Krakowskiego, dobra kawa (I love cafe – na co dzień w okolicach kina
Kijów i hotelu Cracovia – sprawdzę - moje to okolice a nigdy nie udało mi się trafić),
naleśniki z bananami i nutellą (samo patrzenie na ich przygotowywanie sprawia
przyjemność, nie mówiąc o spożywaniu; oferowana jest też wersja wzbogacona
syropami smakowymi i wersja z serem i szynką),
wszelakiej dobroci pokarmy
(sery, pieczywo, owoce itp.) - tylko
przychodzić i wybierać. Potem można wszystko zjeść siedząc przy dużych stołach,
mniejszych stolikach, na leżakach, ławkach czy na trawie – co kto lubi:).
Zachwycił mnie pomysł postawienia namiotu nad piaskownicą,
która normalnie stoi w najmniej cienistej części tego zakątka parku, a za
sprawą zadaszenia chroni dzieci przed udarem słonecznym w czasie zabawy –
rodzice mogą więc spokojnie spożyć posiłek. Maluchy mogą też pobawić się w
mini-tipi, domku i pobujać – przemyślana sprawa.
Przestrzeń przyjazna jest także dla psów – nie trzeba pupila
zostawiać w domu lub przywiązywać przed sklepem – można spokojnie zabrać go na
śniadanie i zakupy.
Wydaje mi się także, że w tym tygodniu przybyło nowych
stoisk – np. słynne w Krakowie lody
Katané (do punktu na Sławkowskiej stoją długaśne kolejki, tymczasem w parku
można spokojnie i bez tłoku wybierać co się chce)
i stoisko z tartami
proponowanymi przez Brasserie Sztuka.
W zeszłym tygodniu sama zostałam fanem Targu Śniadaniowego,
w tym tygodniu zaraziłam Potomka – już rozglądamy się, kogo zabrać za tydzień;)
poniedziałek, 2 czerwca 2014
Pierwsze śniadanie, drugie śniadanie..........
Weekend minął pracowicie i intensywnie. Dwa egzaminy,
pierwsza w moim życiu prezentacja w Power Poincie (teraz to o glutenie ja wiem
wszystko albo i więcej;), kulturalno-kulinarny rajd po mieście, urodziny……na
twarz padłam wczoraj wieczorem, ale z satysfakcją – się nie leniłam przecież;)
Od razu dorwałam się do pieczywa (kupiłam na stoisku
Piekarni Kurpiowskiej (Serafin Piekarnia Kurpiowska) bułeczki z marchewką –
wybitne (aczkolwiek pozostawione do następnego dnia przypominały chleb
krasnoludów” – chociaż również całkiem smakowity;) i bułkę z kapuścianym
nadzieniem.
Następnie dopchałam się kawałkiem tarty, kupiłam najlepszą maślankę
pod słońcem (ostatni kefir, na który również miałam ochotę, został uprowadzony
mi sprzed nosa), pokusiłam się o spróbowanie pierogów z makiem (po nie wrócę na
pewno za tydzień – oraz po maślankę i polować na kefir).
Posiedziałam przy
stoliku, pijąc naturalny sok i delektując się atmosferą. Bardzo dobre miejsce
do spożywania posiłków na wolnym powietrzu – samodzielnie, parami czy też w
większych grupach – przy specjalne ustawionych stołach, na leżakach, kocach czy
nawet bezpośrednio na trawie. W miarę możliwości postaram się zrobić z wizyt na
Targu Śniadaniowym cotygodniową tradycję.
Kiedy dołączyła do mnie głodna koleżanka postanowiłyśmy
przenieść się w poszukiwaniu kolejnych źródeł pożywienia (mogłyśmy zostać w
parku Krakowskim ale mój żołądek domagał się spaceru przed kolejną porcją
jedzenia:) – miałyśmy w planach odwiedzenie Galerii Pauza, więc po drodze wstąpiłyśmy
na „Drugie Śniadanie” do Cafe Bunkier
(aha – tydzień bez Cafe Bunkier – lub nawet
dzień;) – tygodniem straconym;)) – tutaj z wielu możliwości wybrałam serowy smakołyk,
porozczulałam się nad dobrociami, na które nie miałam już w sobie miejsca
i
przysiadłam przy kawie, a potem………spróbowałam wegańskiego sernika z tofu i
jagodami goji…..uffffff
Szczęśliwie tego dnia miałam jeszcze duuuuuuużo kilometrów
do przejścia i duuuuuużo do zrobienia więc pochłonięty zapas energii mógł mi
dobrze posłużyć…. Tego dnia trafiłam jeszcze do Restauracji WieloPole…….ale o
tym następnym razem :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






























